Zanim zdążył się zorientować, Maggie rzuciła się na

Mark powrócił spojrzeniem do Tammy.
- Tędy, proszę pani - w korytarzu rozległ się głos Andre, zarządcy Renouys.
Drzwi między pokojem dziecinnym a sypialnią Tammy były jak zwykle otwarte na oścież. Mark zerknął w stronę łóżka. Było starannie zasiane. Na pobliskim krześle leżała bordowa suknia. W pokoju nie było nikogo. Wyglądało na to, że Tammy przebrała się w swoje ubranie i dokądś poszła...
baranka.
- Chcę dalej żyć po swojemu. Tak, jak mi się podoba.
- Jutro też jest dzień - powiedziała ciepło. - Pochyl się nade mną...
- Przykro mi, ale go nie oddam.
- Skoro nie jesteś królem, to po co oferujesz mi przyjaźń?! - Król powrócił do swego władczego tonu. - Jeśli
- Oczywiście, pytaj. Zainteresowanie, jakie mi okazujesz swoimi pytaniami, także jest mi bardzo miłe i stanowi
- Wyjdziesz wreszcie, czy mam zawołać strażników?
Czy aby na pewno?
To wszystko brzmiało zbyt nieprawdopodobnie. Uparcie potrząsała głową.
Ogarnęła ją dzika furia.
- Brakowało ci czegoś? Było ci w nocy zimno? A może baobab coś ci zrobił? - dopytywał się zatroskany Mały

43

- Z przyjemnością.
- No, wraca do Renouys, a mnie zostawia samą na go¬spodarstwie. O, jak widzę, pani też uważa to za zły pomysł. Proszę więc przekonać księcia, dobrze? - Obróciła się do Marka i obdarzyła go słodkim uśmiechem. - A teraz Wasza Duża Wysokość wybaczy, ale muszę położyć Jego Małą Wy¬sokość do łóżka.
Tammy uznała, że to dobra okazja, by zadać Jego Wy¬sokości parę niedyskretnych pytań. Nawet jeśli się obrazi, nie będzie mógł nic zrobić. Przecież nie wyrzuci jej z sa¬molotu.

- Dobrze, pójdę na pewne ustępstwa. - Popatrzyła na swoje znoszone buty. - Kupię sobie nowe tenisówki.

- Lepiej sprawdź, co tam się dzieje - rzekł Tony.
modlę się, abyś z czasem spróbował nie myśleć o
domkiem Maggie nie dogorywał żaden wrak samochodu,

- Oczywiste jest to, że mnie pan z kimś pomylił. Owszem, mam siostrę, ale kiedy cztery lata temu ostatni raz widziałam Larę, jechała z jakimś milionerem na Lazu¬rowe Wybrzeże i z całą pewnością nie zamierzała rodzić dzieci. Za nic nie chciałaby stracić figury. Siostrę mam, sio¬strzeńców mieć nie będę. A teraz, jeśli nie ma pan nic prze¬ciwko temu, wrócę do swojej pracy. - Sięgnęła po wiertarkę.

- Oczywiście.
Carrie chciała jeszcze więcej, chciała czuć jego
wszelkich zabiegów.